Kościoł Greckokatolicki

Kościół greckokatolicki

Kościół greckokatolicki na Białorusi Kościół greckokatolicki na Białorusi jest niewielki, ale dynamiczny. Jest Kościołem młodzieży i młodej inteligencji. Szacuje się, że na Białorusi żyje od 15 tys. do 100 tys. grekokatolików. Najbardziej realistyczną wydaje się liczba ok. 40 tys. Opieką duszpasterską objętych jest obecnie zaledwie kilka tysięcy wiernych.

Białoruski Kościół greckokatolicki (Biełaruskaja Hreka-Katalickaja Carkva) należy do wielkiej rodziny katolickich Kościołów wschodnich tradycji bizantyjskiej (stąd nazwa Kościół greckokatolicki). Urzędowy rocznik Stolicy Apostolskiej Annuario Pontificio odnotowuje jego status kanoniczny jako Kościoła sui iuris. Podlega on bezpośrednio watykańskiej Kongregacji Kościołów Wschodnich, którą reprezentuje wizytator apostolski ad nutum Sanctae Sedis dla grekokatolików Białorusi archimandryta Sergiusz Gajek. Wizytatura apostolska działa jako centrum duszpasterskiej koordynacji.

Władze państwowe od lat uznają istnienie wizytatury, ale rejestrację jurydyczną w Państwowym Komitecie ds. Religii i Narodowości posiadają na razie jedynie poszczególne parafie.

Nowy rozdział Kościoła

O. Andrej Krot jest proboszczem małej parafii w Grodnie skupionej wokół maleńkiej kaplicy. Stale praktykujących jest około 60 osób. Ilu naprawdę żyje w Grodnie grekokatolików, nie wie nikt. Jak na razie, ze względów finansowych nie widać perspektyw na budowę świątyni. O. Andrej podkreśla, że wielu przyznaje się do Kościoła greckokatolickiego, ale nieliczni praktykują. Są wśród nich działacze społeczni, polityczni i ludzie kultury. Pierwszą grupę wiernych Kościoła greckokatolickiego na Białorusi stanowi inteligencja, która przyszła do Kościoła na początku lat 90., na fali fascynacji duchową kulturą białoruską. Druga grupa to ci, którzy przybyli już po uformowaniu się wspólnot. Trzecia - to ci, co przetrwali komunistyczne prześladowania, m. in. Ukraińcy, mieszkający na tych terenach.

- Tworzymy nowy rozdział Kościoła greckokatolickiego na Białorusi, który przetrwał czasy komunizmu dzięki heroicznej postawie wielu kapłanów i świeckich - mówi o. Krot. Jednym z nich jest o. Wiktor Daniłow, więzień łagrów stalinowskich. Jako młody człowiek trafił do łagrów nie za wiarę, lecz za krytykowanie Stalina. Tam nawrócił się, m.in. poprzez kontakt z więzionymi tam Polakami-katolikami. Po powrocie z łagrów zaczął aktywnie działać w Kościele katolickim. Jako ochrzczony w Cerkwi prawosławnej w Rosji i ponieważ był już żonaty - został kapłanem Kościoła greckokatolickiego. Ukończył podziemne seminarium duchowne na Ukrainie. Święcenia kapłańskie przyjął w 1979 r. we Lwowie. Osiadł w Grodnie i tu do 1991 r. działał w podziemiu. Po upadku komunizmu pracował w Grodnie do 2005 roku, po czym przeszedł na zasłużoną emeryturę.

Natomiast sam o. Andrej Krot pochodzi z małego miasteczka Iwacewicze w obwodzie brzeskim. Ukończył studia historyczne na Uniwersytecie Państwowym w Mińsku. Do Kościoła greckokatolickiego trafił w latach 90. na fali odrodzenia religijnego i narodowego na Białorusi. Dzięki lekturze m.in. greckokatolickiego pisma "Unia" przystąpił do Kościoła greckokatolickiego.

Na początku nie praktykował w sposób szczególny. - Pełne nawrócenie przeżyłem na pielgrzymce z Witebska do Połocka w 1995 roku - wyznaje. Potem w Brześciu związał się z parafią greckokatolicką i tam postanowił zostać kapłanem. - W leżących nieopodal rodzinnej miejscowości Bobrowiczach, skąd pochodzi moja rodzina, przed wojną była parafia greckokatolicka (neounicka). Był to dla mnie znak. Proboszczem był tam o. Bolesław Poczopko, wybitny religijny i społeczny działacz białoruski, autor pierwszej gramatyki języka białoruskiego, modlitewnika w tym języku, redaktor pierwszego czasopisma katolickiego i wielu innych publikacji. Moje powołanie to owoc jego modlitwy w niebie - mówi o. Krot.

Białoruskość Kościoła

Oficjalnie relacje grekokatolików z władzami są poprawne. - Bardzo ważne jest to, że państwo nie traktuje nas jako sektę. Przez Komitet ds. Religii jesteśmy traktowani jako Kościół historyczny - podkreśla archimandryta Sergiusz Gajek.

Jednak na poziomie lokalnym, zwłaszcza w rejonach, dochodzi niekiedy do nieporozumień. W Pińsku na przykład niektórzy urzędnicy administracji rejonowej uważają grekokatolików za nacjonalistów wspierających opozycję białoruską. Wielu patriotów białoruskich działających w opozycji uważa się za grekokatolików, ale wielu z nich pozostaje poza normalną działalnością duszpasterską parafii. Liturgię w parafiach greckokatolickich odprawia się po białorusku, co zdawać się powinno naturalnym. Ale prawosławni na Białorusi odprawiają nabożeństwa zwykle w języku cerkiewnosłowiańskim.

Na Białorusi bycie Polakiem, czy Rosjaninem posiada mocny kontekst polityczny. "Jesteśmy inni niż Rosjanie" - mówi o. Krot. Niektórzy mieszkańcy Białorusi odwołują się do wieków historii, dla innych tożsamość białoruska narodziła się w 1917 r., dla jeszcze innych po Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej. - Białoruś dla mnie to dom, mała ojczyzna. Bardzo to odczułem studiując w seminarium w Polsce. Moja narodowość jest czymś, z czego mogę być dumny, z historii, kultury, zabytków - podkreśla o. Krot.

Wielu mieszkańców zachodniej Białorusi czuje się bardziej związanych z Zachodem niż ze Wschodem. - Kiedyś uważałem, że za Mińskiem jest Rosja, a za Orszą to już Syberia - podkreśla śmiejąc się o. Krot i dodaje: "Naszą tradycją jest historia Rzeczpospolitej Obojga Narodów".

Archimandryta Gajek podkreśla znaczenie tzw. Biblii Franciszka Skoryny dla białoruskiej tożsamości narodowej i kultury. Franciszek Skoryna urodził się w Połocku w 1486 r. Studiował m. in. na Uniwersytecie Krakowskim. Poświęcił się m. in. badaniu technik drukarstwa i grawerowania ksiąg w Wenecji, Norymberdze i Augsburgu. To zainspirowało go do tłumaczenia i do wydania drukiem Biblii w języku ruskim zawierającym wiele dialektów obecnych na ziemiach białoruskich Wielkiego Księstwa Litewskiego. (Dlatego Białorusini nazywają język przekładu Skoryny językiem starobiałoruskim). Ostatecznie Biblię wydrukował w Pradze w latach 1517-1519.

Archimandryta wskazuje na pilną potrzebę tłumaczenia Biblii na współczesny język białoruski z języków oryginalnych. Jego zdaniem taki przekład powinien powstać w ramach Białoruskiego Towarzystwa Biblijnego, w którym działa m. in. o. Andrej Abłamiejka, proboszcz parafii św. Józefa Sprawiedliwego w Mińsku.

W 2007 r. w tymże Towarzystwie Biblijnym wyjdzie drukiem Biblia w przekładzie o. Władysława Czerniawskiego, marianina, który od 1953 r. był proboszczem parafii Wiszniewo w rejonie Wołożyn, położonej na pograniczu obecnej archidiecezji mińsko-mohylewskiej i diecezji grodzieńskiej. Mimo prześladowań w czasach komunistycznych o. Czerniawski sprawował posługę kapłańską także w wielu innych parafiach. W ciężkich dla Kościoła katolickiego latach sześćdziesiątych podjął się tłumaczenia Pisma Świętego na współczesny język białoruski na podstawie oficjalnego tekstu Wulgaty. Po jego śmierci nad redakcją jego przekładu pracował zespół specjalistów. O. Władysław Czerniawski przetłumaczył także z łaciny znaczną część Mszału Rzymskiego. To tłumaczenie stało się następnie podstawą dla tłumaczenia współczesnego.

Kościół męczenników

Kościół greckokatolicki w znaczący sposób wpłynął na oblicze religijne i narodowe Białorusi. W XIX i na początku XX w. wielką rolę w przebudzeniu narodowym Białorusinów odegrała Rzymskokatolicka Akademia Duchowna w Petersburgu, w której działało koło białoruskie. Wielu księży uczących się na tej uczelni miało korzenie greckokatolickie.

Kościół greckokatolicki, zwany wówczas unickim, bardzo szybko rozwijał się na terenach obecnej Białorusi już po zawarciu Unii Brzeskiej w 1596 r. Pod koniec XVIII w. katolicy obu obrządków (bizantyjskiego i łacińskiego) stanowili ponad 80 proc. wiernych na tych ziemiach, należących wówczas do Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Po 1839 r. kiedy na tak zwanym "soborze Połockim" formalnie zlikwidowano Unię Brzeską, na parafie unickie władze carskie przysyłały księży prawosławnych. Kapłanów unickich, którzy nie chcieli się podporządkować zsyłano na Sybir.

W tym samym nurcie prześladowań unitów w imperium carskim znalazła się także likwidacja eparchii chełmskiej w 1875 r. W owym kontekście prześladowań 24 stycznia 1874 roku Wincenty Lewoniuk i 12 towarzyszy, zwanych męczennikami z Pratulina, zginęło w obronie cerkwi parafialnej przed wojskami carskimi. Mimo nacisków, wielu wiernych na ziemiach białoruskich nie przeszło do Kościoła prawosławnego, ale stawali się "kryptounitami".

Na początku XX w. rozpoczął się etap odradzania się Kościoła unickiego. Po roku 1839 wielu "podziemnych" unitów zostało ochrzczonych pod przymusem w Kościele prawosławnym. W 1905 r., po carskim ukazie tolerancyjnym, na Białorusi i w diecezji chełmskiej większość byłych unitów przeszła do Kościoła łacińskiego. Ukaz carski pozwalał na to, ale nie pozwalał na odnowienie struktur Kościoła unickiego. Od roku 1905 do rewolucji w 1917 w Sankt Petersburgu kształtował się białoruski ruch narodowy. Znaczna część księży o korzeniach greckokatolickich, pracujących w parafiach łacińskich, podkreślała potrzebę odnowienia unii. Uważali za naturalne, że Kościół katolicki obrządku bizantyjsko-słowiańskiego jest tradycyjnym wyznaniem Białorusinów.

Po 1918 r. zmieniła się sytuacja polityczna i granice Rzeczpospolitej. Mińszczyzna i Mohylewszczyzna pozostały po stronie Związku Sowieckiego. Na początku ugrupowania narodowe i komunistyczne na tym terenie promowały język białoruski. Otwierano także polskie szkoły. Przez pewien czas działał tam bp Zygmunt Łoziński, który następnie został wypędzony z Mińska i osiadł w Pińsku. W Mohylewie działał ks. Józef Biełogłowy, który po rewolucji 1917 r. ukrywał o. Leonida Fiodorowa, egzarchę katolików obrządku bizantyńsko-słowiańskiego w Rosji. Później obaj zostali aresztowani. O. Leonida Fiodorowa wywieziono do Rosji a ks. Biełogłowego rozstrzelano na miejscu. Po stronie sowieckiej nie przetrwały jednak żadne struktury Kościoła greckokatolickiego.

Na wschodnich terenach II Rzeczypospolitej po 1926 r. zaczęło się odrodzenie parafii greckokatolickich w ramach tzw. neounii. W okresie międzywojennym na terenach archidiecezji wileńskiej, diecezji pińskiej (i częściowo podlaskiej) działało 40 parafii neounickich. Władze polskie nie popierały jednak odradzania się Kościoła unickiego, który uważany był za promotora białoruskości. Wojewodowie wileński i wołyński uważali, że Kościół katolicki powinien włączyć się w polonizację tych terenów.

Innym powodem konfliktów była działalność watykańskiej Komisji Pro Russia, która w 1934 r. po odrodzeniu się grekokatolickich parafii w końcu lat 20. i w latach 30. przysłała do ośrodka w Albertynie pod Słonimem jezuitów różnych narodowości z myślą o przygotowaniu misjonarzy dla Rosji. Był to jeden z elementów planów misyjnych Watykanu wobec Związku Sowieckiego. Wielu grekokatolików białoruskich zadawało sobie wówczas pytanie, co robi Komisja Pro Russia na terenie Białorusi, wśród ludności, która nie jest rosyjska. Praca jezuitów przez dużą część miejscowego społeczeństwa była uznawana za działalność rusyfikacjną.

Z drugiej strony ośrodek w Albertynie pozostawał dla grekokatolików punktem oparcia ze względu na obecność białoruskich jezuitów, m. in. o. Antona Niemancewicza. Jego działalność w dużym stopniu przyczyniała się do odrodzenia duchowego i patriotycznego na tych terenach.

W okresie międzywojennym parafie neounickie działały szczególnie prężnie na Polesiu i Wileńszczyźnie, a dokładniej na terenie archidiecezji wileńskiej, która obejmowała obszar połowy dzisiejszej Białorusi oraz diecezji pińskiej. Jednym z promotorów odrodzenia parafii unickich był bp Zygmunt Łoziński, ordynariusz diecezji pińskiej. Duchowieństwo neounickie kształciło się w Papieskim Seminarium Wschodnim w Dubnie na Wołyniu oraz w Lubieszowie na Polesiu Wołyńskim, gdzie od 1933 roku kapucyni prowadzili misje obrządku wschodniego.

Po wkroczeniu wojsk sowieckich w 1939 r. parafie greckokatolickie na zachodzie Białorusi zostały zlikwidowane. W okresie okupacji sowieckiej Białoruś należała nie tylko do najbardziej zrusyfikowanych republik radzieckich, ale i do tych, z których najwięcej ludzi w czasach stalinowskich deportowano w inne regiony ZSRR. Później wielu mieszkańców Białorusi zostało rozproszonych m.in. przez obowiązujące w ZSRR nakazy pracy. Po 1946 r. zamknięto wszystkie świątynie greckokatolickie. Wierni z Białorusi utrzymywali kontakty z podziemnym Kościołem greckokatolickim na Ukrainie.

Po 1989 r. do Kościoła greckokatolickiego najwięcej osób przyszło z kręgów inteligenckich, z uniwersytetów - profesorowie i studenci. Wśród nich m. in. prof. Jurij Chadyka, fizyk, historyk sztuki, badacz kultury i sztuki białoruskiej, członek Białoruskiego Frontu Narodowego.

Powstała także złożona ze studentów "Grupa Unia", która zaczęła wydawać pismo "Unia". Jednym z jego założycieli był Siarhiej Abłamiejka. W 1990 r. we Lwowie ukraińska młodzież greckokatolicka zorganizowała II Kongres Młodzieży Chrześcijańskiej. Tam, na stadionie we Lwowie, zostało ochrzczonych wielu młodych Białorusinów. Zaczęły powstawać parafie m. in. w Witebsku, Połocku, Grodnie. Pracę duszpasterską wśród nich rozpoczęli dwaj kapłani: o. Wiktor Daniłow, o. Jan Matusiewicz. Zmarły w 1998 r. o. Matusiewicz, był wielkim miłośnikiem białoruskiej kultury i folkloru. Jako pierwszy wprowadził współczesny język białoruski do liturgii wschodniej w Kościele greckokatolickim. Od 1994 r. archimandryta Sergiusz Gajek (marianin) został mianowany przez Jana Pawła II wizytatorem apostolskim dla grekokatolików Białorusi.

Kościół ubogi

Sytuacja materialna grekokatolików jest nadal dość trudna. Na przykład w Grodnie nie oddano im klasztoru bazylianów pw. Piotra i Pawła. Archimandryta Gajek zaznacza, że od 1989 r. grekokatolicy nie żądali zwrotu świątyń, które były wówczas użytkowane przez prawosławnych. Żądano jedynie zwrotu tych świątyń, które były użytkowane przez władze administracyjne. Władze jednak niczego nie oddały, a niejednokrotnie własność grekokatolicką przekazały prawosławnym. - Opierając się na nauce społecznej Kościoła nie żądamy przywilejów czy licencji, lecz jedynie praw gwarantowanych przez obowiązujące ustawodawstwo - mówi o. Gajek.

W Mińsku od lat grekokatolicy nie mają żadnej świątyni i korzystają z gościnności rzymskich katolików. Nabożeństwa odprawiane są czasowo w kościele salezjanów i w Bibliotece Adama Mickiewicza w tzw. "czerwonym kościele". Po 1989 r. przez wiele lat modlono się w piwnicy jednego z bloków. Obecnie Kościół stara się o pozwolenie na budowę świątyni w Mińsku. W trakcie budowy są dwa budynki parafialne. W Mohylewie grekokatolicy posiadają na cmentarzu małą kapliczkę. Jedynym wybudowanym dotychczas obiektem jest drewniana cerkiew w Połocku. -Białoruski Kościół greckokatolicki stoi przed wielkim wyzwaniem ewangelizacyjnym. Wielu Białorusinów uważa się za grekokatolików, ale nie byli nigdy w cerkwi, bo tych cerkwi po prostu brak - przypomina archimandryta Gajek. Od strony finansowej bieżące wydatki Kościoła pokrywane są z intencji i ofiar wiernych. Niekiedy zjawiają się dobrodzieje lokalni czy zagraniczni.

O. Andrej Abłamiejka podkreśla, jak ważną rolę pełni żona u boku greckokatolickiego kapłana. - Żona wspiera mnie zawodowo i psychicznie w pracy parafialnej - mówi o. Andriej. Swietłana jest pedagogiem socjalnym. Opiekuje się sierotami. Organizuje dla nich letnie obozy i święta. Ponadto razem prowadzą rekolekcje dla rodzin, tak dla łacińskich katolików jak i grekokatolików. Mają trójkę dzieci. Oboje zajmują się duszpasterstwem rodzin. - Jestem szczęśliwa. Wychodziłam za mąż za mężczyznę, a nie za kapłana. Żonaty ksiądz jest dla mnie bardziej uniwersalny jako duszpasterz. Lepiej rozumie rodzinę i problemy małżeńskie. Ma więcej praktycznego doświadczenia życiowego - mówi Swietłana i dodaje: - Jego kapłaństwo nie przeszkadza życiu rodzinnemu i odwrotnie.

Sporą popularnością cieszą się wśród grekokatolików białoruskich rekolekcje KANA dla małżeństw organizowane przez Wspólnotę Chemin Neuf (Nowa Droga). W Mińsku działa też greckokatolicki Klub Inteligencji imienia św. Cyryla Turowskiego, który organizuje spotkania z ludźmi kultury i nauki, z filozofami, teologami czy pedagogami. - Staramy się nie poruszać tematów politycznych, co nie znaczy, że inteligencja nie jest społecznie i politycznie aktywna. Każdy katolik powinien być aktywny społecznie. Na spotkania przychodzą ludzie różnych opcji politycznych. Przychodzi nie tylko greckokatolicka inteligencja. Biorą w nich udział także prawosławni oraz wierni innych wyznań a także ludzie dalecy od chrześcijaństwa - podkreśla o. Andriej. Ponadto przy parafiach w Mińsku, Borysowie, Witebsku działają drużyny skautów.

Obecnie na Białorusi funkcjonuje 15 zarejestrowanych parafii grekokatolickich podzielonych na dwa protoprezbiteraty (dekanaty): centralno-zachodni z siedzibą w Mińsku oraz wschodni z siedzibą w Połocku. Kolejnych 10 parafii czeka na rejestrację państwową. W parafiach pracuje duszpastersko 10 kapłanów i 2 diakonów. Są wśród nich mnisi - studyci. Do stanu kapłańskiego przygotowuje się siedmiu kleryków w Drohiczynie, dwóch w Iwano-Frankowsku, jeden w Eichstaett (Niemcy) oraz dwóch na Ukrainie u redemptorystów.

Krzysztof Tomasik